|
::kobieta-w-wieku-dojrzalym:: |
|
księga gości 2010 kwiecień 2007 luty 2006 czerwiec marzec styczeń 2005 sierpień maj kwiecień luty styczeń 2004 wrzesień czerwiec kwiecień marzec styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień {smscontact} |
Lata mijają.... .... wciąż jestem. Wiek staje się z dnia na dzień dojrzalszy...;-) Choć w miedzyczasie tu i tam - od jakiegoś czasu zakotwiczyłam w Stolicy. A dziś - smutne uroczystości. Kobieta-w-wieku-dojrzalym nie pojechala na Plac. Siedzi w domu, oglada na "szklanym" ekranie to, co sie dzieje na Placu Piłsudskiego i..... ma mieszane uczucia. Tragedia straszna, ale.... nie wiem dlaczego coraz częściej odnoszę wrażenie, że przed oczami mam teatralną scenę..... :( kobieta-w-wieku-dojrzalym 2010-04-17 13:53:01 skomentuj (0) Gonić króliczka..... "To, za czym tęsknimy i czego nie możemy osiągnąć, jest droższe niż to, co już osiągnęliśmy" (Khalil Gihran) Ale - dlaczego tak jest? Przekorna natura czlowieka - zdobywcy? "Bo nie o to chodzi by złapać króliczka, ale - by gonić go....." kobieta-w-wieku-dojrzalym 2007-02-15 14:42:11 skomentuj (3) Zyję:-) Postaram sie wkrotce cos napisac... Teraz jestem zakręcona, zakręcona....;-) kobieta-w-wieku-dojrzalym 2007-02-14 16:16:39 skomentuj (0) Wesele.... Wczoraj wieczorem podjechalam do Kauflandu(a?), weszlam na monopol, coby zakupu artykulu pierwszej potrzeby dokonac (w postaci ulubionego ginu lubuskiego serwowanego tam w niskiej cenie;-) a przede mna, w kolejce do kasy stali trzej panowie, pchajac przed soba dwa wozki wyladowane po brzegi kartonami z Sobieskim 0,7l. (Pozniej okazalo sie, ze bylo tego 100 butelek). Mysle sobie po handlowemu od razu, ze pewnie hurtowe zaopatrzenie swojego sklepiku z lekkim narzutem;-)) Na to slysze jak jeden z Panow mowi do drugiego (trzeci byl mlody i nie mial do gadania calkiem nic;-): - No, to przynajmniej nie potrujesz gosci.... Ócz moich błekity powiększyły sie pewnie znacznie, bo pan uprzejmie wyjasnił mi, że jutro (czyli dziś) żenią tego oto młodego i, ze kupili Sobieskiego "w połówkach" tydzień wcześniej i - jako dobrzy gospodarze odważnie podjęli sie wypróbowania działania trunku na swoim organiźmie - co okazało się poświęceniem nader słusznym, gdzyż wszyscy trzej jak jeden mąż okazali się być otruci (no - struci, ale "otruci" lepiej brzmi;-). I wcale nie był przyczyna nadmiar degustacji, bo bywały większe poświęcenia i nic.... Byłam wdzięcznie uśmiechniętą słuchaczką, dowiedziałam się więc więcej. Że panowie podjęli zdecydowane działania w kierunku zwrotu....BUTELEK , które ostały sie jeszcze w stanie dziewiczym, co nie spodobało sie personelowi sklepu (nie byl to Kaufland tylko jakies cos mniejszego), który poprzednio im ten trefny towar sprzedał, sprawa oparła się o najwyższe sklepowe czynniki i gotowka odzyskana we czwartek, czyli prawie na ostatni gwizdek bo inaczej wesele musialoby okazac się bezalkoholowe i to nawet bez mrugnięcia oczkiem znanego z reklamy piwa;-) Panowie otrzymali błogosławienstwo dam i udali sie na poszukiwania trunku mniej zjadliwego z przykazaniem, zeby bez takiego nie wracac, bo tradycja w narodzie zginąć ni ma prawa! Poszukiwania wygladaly w ten sposob, ze kupowano ilosci sladowe, przeprowadzano degustacje i juz w drugim sklepie, tj. wlasnie w rzeczonym Kauflandzie Sobieski o wiekszych gabarytach, czyli 0,7 okazal sie byc godzien zakupu. Panowie byli bardzo sympatyczni, w zwiazku z czym pozwolilam sobie udzielic im rady z przyganą, ze postąpili troche nieroztropnie....Bo gdyby - dajmy na to - szukali dalej, to mieliby z tego wiele przyjemnosci a i wesele byc moze wcale nie okazalo by sie konieczne....zeby sie poweselić;-))) Atmosfera zrobila sie tak sympatyczna, ze o malo co starsi Panowie nie pytając mlodego o zdanie zdecydowaliby sie zamienic nowszy model panny mlodej na model choc bardziej wiekowy to jednak o ile bardziej doswiadczony w zakupach i jaki rozsądny!!! Ale - jako kobieta rozsądna przypomnialam sobie, zem ja juz ten miód malzenski miala i, ze jakos nie mam do tego pociągu, to z roli pierwszoplanowej zrezygnowałam, tm niemniej - zaproszenie na weselisko uzyskalam i przyjelam:-)) no i teraz mam dylemat;-), czy siedziec tutaj i rozkoszowac sie onym ginem w samotnosci, czy skorzystac z zaproszenia i liczyc na to, ze damy rodowe bedą rownie sympatyczne jak panowie degustatorzy...? Prawde mowiac - wole nie ryzykowac chyba....;-)) kobieta-w-wieku-dojrzalym 2006-06-24 17:40:40 skomentuj (1) Dlaczego.... Dlaczego większosc z nas ma osobowosc ćmy?? Swietnie pisze o tym K. Grochola.. Co do mnie - uważam, że ćma przy mnie to "mały pikuś". W teorii jestem świetna i mocna, rad umiem udzielać wspaniałych...A sama??? Jak ta ćma pcham się w ogień świecy...choc wiem, że nie powinnam.... Ale - w tym ogniu jest mi przez chwilę zawsze tak cudownie ciepło........ZANIM CAŁKIEM SPŁONĘ... Dlaczego - mimo tego, ze przeciez jestem kobietą-w-wieku-dojrzałym tak trudno mi wciąż uwierzyć mi, że...: Ze - skoro od dziecka mowiono mi, ze takiego...wymarzonego Romeo nie ma...to go po prostu NIE MA. Ze - skoro mowiono mi, ze ZAWSZE cierpi ta strona, ktora kocha bardziej...to po prostu TAK JEST. Ze - jesli znawcy przedmiotu mowią, ze nie wolno szczerze okazywac uczuc - to NIE WOLNO. Ze - skoro mowiono nam, ze jesli wydaje nam sie, ze na JEGO milosc trzeba zasluzyc...to właśnie ON najprawdopodobniej na naszą miłość NIE ZASLUGUJE... DLACZEGO WCIĄŻ TAK TRUDNO UWIERZYĆ MI, ZE STARSI PRZEWAŻNIE MAJĄ RACJĘ?????? ;-))) kobieta-w-wieku-dojrzalym 2006-03-07 23:07:40 skomentuj (6) Asertywność..... ..... czyli sztuka mówienia NIE. Dziś będzie wykład;-) "Zachowanie asertywne oznacza bezpośrednie, uczciwe i stanowcze wyrażenie wobec innej osoby swoich uczuć, postaw, opinii, lub pragnień w sposób respektujący uczucia, postawy, opinie, prawa i pragnienia tej drugiej osoby. Zachowanie asertywne różni się od zachowania agresywnego, oznacza bowiem korzystanie z osobistych praw bez naruszania praw innych osób. Zachowanie asertywne różni się również od zachowania uległego, zakłada bowiem działanie zgodne z własnym interesem oraz stanowczą obronę siebie i swoich praw. Można to opisać następująco: ULEGŁOŚĆ to lekceważenie własnych praw, respektowanie praw innych. AGRESJA to respektowanie własnych praw, przy jednoczesnym lekceważeniu praw innych. ASERTYWNOŚĆ to respektowanie własnych praw i respektowanie praw innych. Asertywność nie zawsze gwarantuje powodzenie, ale umożliwia wyrażanie własnych odczuć przy jednoczesnym poszanowaniu odczuć innych osób, stwarza realną szansę satysfakcjonujących relacji z innymi ludźmi. ASERTYWNOŚĆ Rodzaje zachowań: - obrona własnych praw przy jednoczesnym uznaniu prawa innych - wyrażanie swoich potrzeb, poglądów i odczuć - stosunki z innymi ludźmi cechuje wiara w siebie Co dają zachowania asertywne: - zadowolenie z siebie i innych - szacunek do siebie i innych - pomoc w osiągnięciu celów i realizacji potrzeb - poczucie kontroli nad własnym życiem - uczciwość w stosunku do siebie i innych Jakie ryzyko niesie ze sobą zachowanie asertywne: - brak akceptacji innych za to, że wyrażanie swoich odczuć - etykieta człowieka idącego przez życie przebojem - zmiana relacji z innymi Zachowaniom asertywnym sprzyja postawa akceptująca siebie i innych, ale czy i w jakich sytuacjach oraz wobec kogo człowiek jest asertywny, jest wynikiem procesu uczenia się. W przypadku niektórych osób zachowanie asertywne przychodzi z łatwością, w przypadku innych trudno się na nią zdobyć. Jeśli chcemy być asertywni to musimy: - zdecydować, czego chcemy - zdecydować, czy jest to uczciwe - wyraźnie o to prosić - nie bać się podejmowania ryzyka - być wyciszeni i odprężeni - otwarcie wyrażać nasze uczucia - swobodnie przyjmować i mówić innym komplementy - wyrażać i przyjmować uczciwą krytykę Nie wolno nam: - owijać w bawełnę - chować się za czyimiś plecami - znęcać się - zwymyślać kogoś - tłamsić swoje uczucia" Ufff...Tyle teoria. Myśle, ze jestem asertywna, tak zreszta jestem tez postrzegana przez znajomych. Nie raz spotkałam się z pytaniem: "Jak Ty to robisz, ze mozesz powiedziec wszystkim i wszystko i nikt sie na Ciebie nie obraza?". Nie wiem, jak to robię - zawsze uważałam i starałam się też naucxzyć tego moich synów, że można powiedzieć wszystko (no - PRAWIE WSZYSTKO;-) ale trzeba mieć wyczucie JAK to zrobić. Najlepiej traktować ludzi tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Warto choc na chwile zastanowic się, czy nasz zachowanie wobec innych jest wlasnie takie..? Jak wielu z nas o tym zapomina, zeby ludzi traktowac "po ludzku", ot - choćby przy słuzbowej zmianie "punktu siedzenia" - czyli przy awansie... Poza tym - trzeba się tez liczyć z tym, ze nawet asertywne zachowanie (czyli nie krzywdzące nikogo przedstawianie własnych racji) moze być przyczyną kłopotów jeśli trafi się na kogoś, komu z zasady trudno pogodzić się z tym, ze mozna miec inne zdanie niz to "jedynie słuszne, bo moje";-) I wtedy - mozna sobie napytac biedy... Ale ja i tak uważam, że warto. Byc moze nie zawsze sie to "opłaci" ale przynajmniej sampoczucie ma się lepsze... I w lustro mozna patrzeć z uśmiechem, choćby okolicznościom wbrew;-) kobieta-w-wieku-dojrzalym 2006-01-30 22:14:46 skomentuj (1) Urlop z ksiazka... Urlop spedzilam na nadrabianiu zaleglosci i czytalam, czytalam, czytalam.. I wlasnie ostatnio bardzo lubie czytac ksiazki - fakty. Ksiazki o zyciu kobiet w innych kulturach. O trudnym, ciezkim losie. W jednym przypadku - z wyboru, w drugim przypadku - "z urodzenia". Ta pierwsza to książka Corrine Hofmann - "Biała Masajka". Jest to autentyczna relacja kobiety - europejki, która zakochała sie w pięknym Masaju i kierujac sie ta wielką miloscia swojego zycia wychodzi za niego za maz. Spedza cztery lata w buszu, w Kenii. Tam doświadcza nieba i piekła, dociera do granic wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Rodzi córkę i w koncu ucieka z nią, wraca do Europy wygrywajac walkę o przetrwanie. Druga to książka Jean Sasson "Księżniczka". Spisana przez pisarkę prawdziwa historia życia księżniczki Sułtany z królewskiego rodu Saudów - władców współczesnej Arabii Saudyjskiej. Książka ta wywołała w 1992 r międzynarodowy skandal dyplomatyczny, zakazana jest w większości krajów arabskich. Drugi tom tej książki to "Córki księżniczki Sułtany". Książki te czyta się jednym tchem... Powiem tylko, że czytałam do rana - od pierwszego do ostatniego słowa. Nie potrafiłam się oderwać nie dowiedziawszy się, co było dalej i dalej...:-) Sułtana, jako kobieta pozbawiona prawa wyborczego, kontroli nad własnym życiem, z twarzą ukrytą za długim czarnym welonem jest niepokornym więźniem (bogatym bardzo więźniem) swojego ojca, męża i brata, swojego kraju. Kraju, w którym trzynastoletnie dziewczęta są zmuszane do poślubiania mężczyzn PIĘCIOKROTNIE nierzadko od nich starszych, a młode kobiety zabijane w okrutny sposób przez własnych ojców za "wykroczenia przeciw miejscowym zwyczajom" lub zamykane dożywotnio w celach bez światła i okien. Kraju, w którym swoboda wypowiedzi jest karana śmiercią a seksualna perwersja na porządku dziennym. I to do dnia dzisiejszego... Az trudno uwierzyc... Choc rozumiem, ze jesli ktos rodzi sie w takim kraju, z taka tradycja i nie ma pojecia, ze gdzies jest inaczej, ze MOZE byc inaczej - to jest przekonany, ze jest to jedynie sluszny sposob na życie. Sultana, jako niepokorna kobieta z krolewskiego rodu zdobyla wyksztalcenie, odwiedzila Europe, bywala na zakupach w najdrozszych dzielnicach Paryza i Londynu i - pomimo noszenia czarnej zaslony na twarzy - nie pogodzila sie z takim zyciem. Wierzy, ze wkrotce musi sie to zmienic. Cudowne książki. Polecam z całego serca! kobieta-w-wieku-dojrzalym 2005-08-30 23:23:47 skomentuj (4) Ja naprawde.... Ja naprawdę... nie jestem ani czepialska, ani zbyt wymagajaca i naprawdę jestem bardzo tolerancyjna, ale.... jeśli po raz kolejny otrzymuję takie cóś: "ponownie na wiosenną kawę zaprasza cię MĘSZCZYZNA 23, wysoki brunet z dowcipem i CHUMOREM,dobrze zbudowany, romantyk z fantazją , delikatny i SUPTELNY w pieszczotach" - to wymiękam:-))) No, wiem, wiem. Niektorzy powiedza, ze to nieladnie czepiać się ortografii, ale nic na to nie poradzę, że - jeśli w jednym zdaniu są więcej niz dwa błędy - przechodzi mnie dreszcz. I nie jest to, niestety dreszcz rozkoszy.....:-( Pamiętam (jeszcze;-) czasy, gdy chodziłam do szkoły podstawowej i nikt nie słyszał o dysleksji, dysgrafii itp. Trzeba bylo kuć ortografie i tyle. Tzn. kuc musieli głównie ci, którzy czuli wstręt do czytania, bo ci, ktorzy czytac lubili jakos nie mieli z ortografia problemu. I - dam sobie rękę uciąć (w ciemno, bo wiem, że jej nie stracę), że dzisiejsi dyslektycy (a przynajmniej ich znakomita wiekszosc) wywodzą się wlasnie sposrod tych, ktorzy do czytania maja wrodzony wstret. No, ba! Przeciez kazda lektura jest filmowana, lepiej lub gorzej i po co tracic czas i wysilac oczka i glowke na czytanie, prawda? Skoro mozna dostac towar gotowy na ekranie, a ze nie zawsze przyrządzony po mistrzowsku...No, coz. Bywa. Z tym, ze wina za awersję do ksiazek lezy niestety po stronie rodzicow, ktorzy nie czytaja dzieciom bajek od kołyski... No. To poodkrywałam sobie Amerykę. :-)) Moge iść spać. A przedtem jeszcze sobie poczytam..;-)) kobieta-w-wieku-dojrzalym 2005-05-18 22:20:36 skomentuj (6) Kochać... "Kochac.... ...to nie znaczy zawsze to samo... (....) A kiedy przyjdzie, a przyjdzie czas A przyjdzie czas na Ciebie...." Tak, tak. Ktos kiedys powiedzial, ze prawdziwa milosc nie oczekuje wzajemnosci. A ja sie z tym zupelnie nie zgadzam. Moja milosc potrzebuje wzajemnosci. Moze jest to w takim razie milosc egoistyczna? Moze. Ale jest. I - chce byc kochaną. Milosc bez wzajemnosci to nie milosc. To cierpienie. Oczekiwanie. Na gest. Na slowo czule. Na przytulenie. Na pocalunek oczu. Oczekiwanie...na łaskę Pana i Władcy. Nie. Ja chcę byc kochana i chcę WIEDZIEĆ o tym, że jestem tylko JA. Nie chcę sie DOMYSLAC. Chcę WIEDZIEC. Slyszec. I czuć. I to wcale nie jest za duże wymaganie. To jest minimum tego, co JA moge dac z siebie drugiemu, kochanemu czlowiekowi.. kobieta-w-wieku-dojrzalym 2005-04-24 17:11:27 skomentuj (4) A nie mówilam? Ze jak sie rozpisze, to bedziecie mieli mnie po uszy??;-) Ale - czuje sie szczesliwa, wiec musze. Podzielic sie swoim szczesciem. Poczytalam troszke moje wpisy sprzed roku..One byly Jednym Wielkim Oczekiwaniem. Czy ja juz wtedy cos przeczuwalam? Ze nadchodzi..? Kochani, JEST. Jest taki Ktos, kto do tej pory (no, to juz niedlugo bedzie rok jak JEST) wydawal sie byc tylko w marzeniach. I - odnalezlismy sie. A co juz najmniej prawdopodobne, to powiem Wam, ze odnalezlismy sie w sieci. Internetowej oczywiście;-) Znajomych realnych poznanych wczesniej w sieci mam wielu - pisalam juz chyba o tym, ale w tym przypadku...Zaiskrzylo. I to tak zdecydowanie, ze - odwaznie jak nigdy - postanowilismy sie spotkac...od razu na 3 dni.. Kochani! To JEST TO. Mija niedlugo rok, bywamy z soba co dwa tygodnie przez dwa-trzy dni, rozmawiamy codziennie po kilka razy.. Łączy nas upodobanie tych samych rzeczy, to samo spojrzenie na wiele spraw z zycia codziennego..Ot. Proza. Ale - zawsze mowilam, ze nie jest tak wazne, zeby isc w tę samą stronę, ale - ważniejsze jest, by idąc patrzec w tym samym kierunku, prawda? Bo coz po tym, jesli sie razem idzie do przodu a kazde z nas rozglada sie na boki..Albo ogląda wstecz? I MY wlasnie patrzymy w tym samym kierunku. Z Nim i przy Nim wszystko jest takie proste, wszystko ma wlasciwe dla siebie miejsce..On jest taki...poukładany. W zasadzie jestesmy rozni. Ja - ogien. On - woda. Ja - impulsywna optymistka, On - optymista zrównoważony. Jest zupelnie inny niz Ci, ktorych kochalam przedtem.Tamci byli szaleni, błyskotliwi, zabawni... Ten jest spokojny, zrownoważony, czuję sie przy nim taka bezpieczna. Poza tym - i chyba to jest najwazniejsze, jest UCZCIWY. Wobec mnie i wobec siebie. I dobry. Eehh... Starzeję się?? A gdzie moje fiu-bździu?;-)) (Ale na uszko Wam powiem, że dobrze mi jak nigdy:-) Z tym, ze poki co - nie planujemy wspolnego, codziennego zycia. On ma swoja prace, setki kilometrow stad, ja tez sie ze swojego gniazda nie rusze - czyli? Poczekamy do emeryturek;-)) kobieta-w-wieku-dojrzalym 2005-02-06 23:21:33 skomentuj (6) Zastanawiam sie... na ile zycie uksztaltowalo mnie w ten sposób, ze nie potrafie zaufac? Dlaczego doszukuje sie drugiego dna tam, gdzie go pewnie nie ma? Wiem, ze robie podejrzeniami krzywde głownie sobie, bo On nie zasluguje na to, zeby Mu nie wierzyc. Wiem to. I wiem, ze jest uczciwy...a jednak... Dluzsze milczenie powoduje niejasne uczucie niepewnosci.. Bylam ostatnio w kilku zwiazkach i nigdy nie czulam sie niepewnie. Czy to znaczy, ze mi nie zalezalo az tak bardzo? Tak dawno nie kochalam prawdziwie, ze zapomnialam juz, ze leciutka zazdrosc i niepewnosc jest nierozerwalnie zwiazana z miłością... Prawda? kobieta-w-wieku-dojrzalym 2005-02-06 18:00:39 skomentuj (2) No tak.... I znowu zostalam wywolana do tablicy:-) Jestem i zyję, ale w pracy tyle zawirowan ostatnio a i w zyciu osobistym dzieje sie a dzieje i naprawde - blog "zszedlbyl" na zupelnie drugi plan.. W kazdym razie - zapewniam, ze jest wszystko OK, choc - oczywiscie mogloby byc lepiej... :-) Ale - zycie nauczylo mnie cieszyc sie drobiazgami i nie martwic sie byle czym. Pozdrawiam i dziekuje za odwiedziny:-)) kobieta-w-wieku-dojrzalym 2005-01-25 21:33:47 skomentuj (3) :-)) Jestem, jestem.... Czy mozna zakochac sie w żonatym mężczyźnie? Tzn. w sensie: "czy wolno?" Bo, że mozna, to wiem nie od dziś...;-) Hmmm... Ciekawa jestem Waszych opinii na ten temat. Wg mnie - wolno. Ale trzeba miec swiadomosc, ze takie zwiazki rzadko kiedy dobrze rokuja i nie obiecywac sobie po tej milosci zbyt wiele.... To po pierwsze. A - po drugie, sadze, ze tylko wtedy, kiedy mamy pewnosc, ze tamtych dwoje (tzn. meza i zone) nic juz nie laczy, ze nie skrzywdzimy czyichs dzieci.. kobieta-w-wieku-dojrzalym 2004-09-29 23:02:40 skomentuj (17) Normalność.... normy... NORMALNOŚĆ.INNOŚĆ.NORMY. W moim odczuciu pojęcia te nierozerwalnie wiążą sie z tolerancją. Moj starszy syn, absolwent filozofii zwykłbył - w odpowiedzi na moje stwierdzenia, że coś jest "nienormalne" - udzielać mi całych, trudnych do zniesienia przez "normalną" mamę wykładów. Że: nie ma obiektywnego pojęcia "normalności" bo normy ustanawiają ludzie. I to, co dla jednych jest normalne dla drugich może byc nie do przyjęcia i odwrotnie. Może niezbyt dokładnie tutaj to opisuję - w każdym razie - sens tych wywodów jest właśnie taki. I - po pierwszym odruchu "świętego oburzenia" musiałam mu przyznać rację. Za przykład mogą służyć różnice kulturowe. Jak choćby - prozaicznie - stosunek do wołowiny w Polsce (pyszne befsztyki;-) - i stosunek do krów w Indiach. Czy też - smutek nad grobem bliskiej osoby u nas i radość u Romów. Naszą normą jest płacz i ten, kto odważyłby się zatańczyć, nie mówiąc już o radosnym ucztowaniu, zostałby okrzykniety wariatem pewnie, nie mówiąc już o wyklęciu ze "świętej" społeczności, prawda? Tudzież stałby się bohaterem opowiadań "z ust do ust" na dłuuuugi, dłuuugi czas. Ufff... po tym przydługim wstepie czas na krótkie meritum;-) Otóż - mówiąc o związku z tolerancją mam na mysli np. dość częste określanie mianem "nienormalnych" związków dwojga ludzi o dość znacznej różnicy wieku czy noszenia fryzur bądź ubierania się w sposób znacznie odbiegający od powszechnie przyjętych "norm". (Celowo używam - " -, zakładając, że pojęcie "normy" jako subiektywne nie powinno byc żadnym kryterium oceny bliźniego). Co prawda, w którymś z poprzednich blogów zastanawiałam się, co jest powodem skłonności do wiązania się w pary młodych mężczyzn ze starszymi kobietami i odwrotnie, kończąc stwierdzeniem, że mi osobiście marzy się dojrzały mężczyzna marzący o dojrzałej kobiecie - jednak rozważania te nie miały w sobie ani cienia potępienia dla takich właśnie "nienormalnych" związków. Moja tolerancja sprawia, że jestem w stanie zaakceptować wszystkie zachowania, pod warunkiem, że nie czynimy nimi krzywdy innym. Jeśli ktoś robi cos, co dla niego i w jego pojęciu jest "normalne" i nie czyni tym krzywdy nikomu, to dlaczego potępiać? Wytykać palcami? Oceniać? Wyśmiewać się? Odpowiadając z góry na ewentualne, głosy sceptyków podających drastyczne przykłady: CHYBA JEDYNYM LOGICZNYM KRYTERIUM powinna być właśnie KRZYWDA. Dlatego nie może być akceptacji dla morderstw, gwałtów, molestowania i tym podobnych zwyrodnień. Pomimo, że sprawcom tych przestępstw tez moze sie wydawac, ze to co robia jest "normalne". To takie moje luźne dywagacje pod wpływem wpisu na jednym z blogów. Z pewnością taki pogląd moze budzic wiele kontrowersji...Jestem otwarta na dyskusję, nie zakładam z góry, że jestem nieomylna. Może ominęłam jakiś ważny aspekt tej sprawy, może czegoś w ogóle nie wzięłam pod uwagę, ale....staram się być w miarę obiektywna i - jako zodiakalna Waga - sprawiedliwa w ocenie osób, zdarzeń i faktów... Ufff... Jakis taki bardzo poważny mi ten wpis wyszedł, ale - na tolerancję a raczej jej brak w naszym społeczeństwie zawsze byłam uczulona... Postaram się, aby następny wpis był lżejszy;-)) Ot, tak. Dla kontrastu;-)) Pozdrawiam:-) kobieta-w-wieku-dojrzalym 2004-06-19 01:09:31 skomentuj (9) Święta.... Nie przepadam. Za Świętami. Lubie wolne dni, nie lubie Świąt. Moze dlatego, ze jakos łatwiej zdaję sobie wtedy sprawę z tego, że jednak mi się w życiu nie udało? Oczywiście, jeśli za warunek konieczny do stwierdzenia, ze sie "udalo" przyjmiemy udane stadło małżeńskie. No, to mi sie nie udało. Bo - poza tym w zasadzie powinnam byc zadowolona. Dwoch mądrych, wspanialych synow, dobra praca, sprawdzeni przyjaciele. Codzienność nie dająca czasu na myślenie o tym, że jednak "czegos mi brak w tym więźniu"... Jak w piosence Wałów Jagiellońskich:-)) Kto pamieta ten utwór? "I tylko mi Ciebie brak, Ciebie brak, w tym więźniu....";-))) No wiec, that's why nie przepadam za Świętami. I tyle. A tak w ogole to życzę Wam mnostwo ciepła w te dni (i nie mam tu na mysli pogody za oknem;-))) Buziaki**** kobieta-w-wieku-dojrzalym 2004-04-08 17:27:37 skomentuj (5) JESTEM.:-) No tak. Czuje się zawstydzona. Okrutnie wręcz. Ze tak zaniedbałam mój marzennik. Śliczna nazwa, prawda? Niestety - nie przeze mnie wymyslona. Obudziłam sie dziś z potwornym bólem głowy i stwierdziłam, ze wcale nie chce mi sie isc do pracy. Nie poszlam wiec. Odespalam troche zaległosci i siadłam tutaj. Wlasciwie to chcialam napisac o kompleksach. Bo je mam, niestety. Na codzien o nich nie mysle, ale.... jak otworze szafe i spojrze na rzeczy, ktore czekaja na mnie prosząc błagalnie: "zrzuć te pare kilo, zrzuc"... - to od razu wiem, ze wiosna idzie. Pozniej lato. I dopiero pozniej znowu jesien i zima, ktora dobrotliwie przykryje tę jedną i drugą fałdke tu i ówdzie, które nie wiadomo skąd sie wzieły. I na nic zda sie pocieszenie, ze kochanego ciałka nigdy za duzo, prawda? No, dosyc narzekania. Od jutra sie za siebie wezme! Wlasciwie - dlaczego od jutra? Dlaczego nie dzis? Juz? Zaraz? hmm.... no, nieee... dzis na obiad pyszne pierogi. Lepiej wiec od jutra. Prawda? I bede znowu smukłą gazelą:-))) Oj, pomarzyć pięęęęękna rzecz. Smacznego.:-)*** kobieta-w-wieku-dojrzalym 2004-03-10 12:53:28 skomentuj (6) Sympatycznie, miło, ale... to jednak chyba nie to ... Ktoś, kto potrafi pieknie pisać o kobietach i dla kobiet, pieknie, z pasja mówić o tym, co kocha robić, o swojej pracy, o sobie. Ale - myślę, że słuchacz i czytelnik jest mu - w zasadzie - zbędny. Bo - on to robi dla siebie. Druga osoba interesuje go mało albo wcale. W świecie wirtualnym wydawał się być właśnie kimś takim o jakim marzą kobiety. W realu... no, coz.. Nie mozna mieć wszystkiego. Bo - poza tym egocentryzmem - jest naprawdę świetny:-) Z tym, że ja chciałabym być widziana. Przynajmniej co któreś zdanie. I to by było na tyle. kobieta-w-wieku-dojrzalym 2004-01-18 22:58:33 skomentuj (15) Samotnosc....? Nie.... to tylko mróz... Kwwd poczula sie dzis samotna.... Wyszla na balkon... odetchnela gleboko rzeskim powietrzem i postanowila pojsc na zdrowy, wieczorny spacer. I tu zrobila błąd. Widziala mlodych, trzymajacych sie za rece, widziala starszych, stawiających wspolnie ostrożne kroki na śliskich chodnikach, podtrzymujących się nawzajem przed upadkiem.... Optymistyczna zawsze kwwd optymistycznie otarła zamarzającą w sopelek łezkę (ach, na mrozie zawsze łzawią jej oczy) i.... czym prędzej wróciła do domu. Zrobiła dzieciom kolacje, schowała sie w swoją skorupę i uciekła w wirtualny świat marzeń.... Do Siego Roku...:-) kobieta-w-wieku-dojrzalym 2004-01-04 19:36:40 skomentuj (5) A ja właściwie.... .... sama nie wiem, czego chcę. I - to jest w porządku właśnie. Nie lubie byc poukładana, choc pewnie byloby z tym wygodniej. Ale - mam na mysli tylko "poukladanie zyciowe" bo - tak ogolnie na codzien to jestem swietnie zorganizowana. I - chyba tylko dzieki temu patrze na swiat przez rozowe okulary:-) Choc - czasem nachodzi mnie zwatpienie, to wciaz wierze.... i ..... czekam.... Oby ten, na ktorego czekam nie okazał sie Godotem;-) A dla Was, kochani mam Swiąteczne zyczenia Nadziei, Pogody Ducha i Wiary w TO, że... "do cholery cos byc musi za zakrętem"..;-) Oj, chyba niezbyt świątecznie to zabrzmiało:-)) Co wrażliwszych - PRZEPRASZAM:-)))* kobieta-w-wieku-dojrzalym 2003-12-21 02:43:51 skomentuj (2) sex-w-wieku-dojrzalym....mmmmm.... Mmm.... Sex w wieku dojrzalym daje mnostwo rozkoszy. Tez mi odkrycie, prawda?:))) No, coz... Najtrudniej stwierdzac prawdy oczywiste;) Malo tego - sex z kims, kogo w zasadzie dopiero sie poznaje.... ustami, dłońmi....całą sobą... Sex w wieku dojrzalym ma to do siebie, ze... oboje wiemy (albo wydaje nam sie, ze wiemy i chcemy tego dowieść;, czego ktore z nas potrzebuje. Spokojny, bez pospiechu a jednoczesnie szalony... dziki i piekny. I - taki... niecierpliwy. Nie przeczytasz tego, Najmilszy, ale - byłeś cudowny!! Zresztą - mówiłam Ci to...w trakcie:)) Ehhh... Powtórzmy to szybciutko:))) kobieta-w-wieku-dojrzalym 2003-11-14 14:10:07 skomentuj (8) |
|
|
|